sobota, 9 sierpnia 2014

Rodział 1

        I mogłabym powiedzieć, że dzień był piękny ale nie lubię kłamać. Było strasznie nudno. Moje przyjaciółki pojechały na jezioro. Ja nie mogłam z nimi jechać, bo mama potrzebuje mnie zawsze obok siebie. Jakby nie mogła zająć się sobą sama, jest już duża. Ale nie, ja muszę jej we wszystkim pomagać. Eh... do godziny 17 było jeszcze jakieś półtorej godziny. Poszłam więc na spacer.
        Jestem blondynką, średniego wzrostu o dużych niebieskich oczach i smutnych ustach. Miałam na sobie pomarańczową bluzkę na ramiączka i krótkie dżinsowe spodenki, na nogach miałam pomarańczowe sandały. Szłam po osiedlu na którym mieszkam, ze znudzoną miną i co chwila poprawiając kitkę szukałam zajęcia. Słońce grzało moją twarz, było gorąco. Niedaleko mojego bloku, na murku była grupka dziewczyn i jakiś chłopczyk. Przyglądałam się im. Dziewczyna po lewej była przy kości, miała rude włosy. Ubrana była w krótkie spodenki i czerwoną bluzkę na krótki rękaw. Obok niej siedziała blondynka, uczesana podobnie do tej rudej. Blondynka miała miłą twarz, taką dziecinną. Przed nią stała niska blondyneczka, a obok chłopiec. Pomyślałam sobie, że pewnie dzieci z podstawówki i już miałam obojętnie przejść gdy nagle wpadłam na pomysł by podejść i zagadać.
        Kręciłam się koło tej grupki, aż w końcu zebrałam się na odwagę i podeszłam.
-Hej - powiedziałam nieśmiało - dokuczacie jędzy? - bardziej powiedziałam niż spytałam. Wiedziałam, że każdy jej dokucza, a ona na każdego drze gębę.
-Cześć - odpowiedziała blondyna - no tak jakoś wyszło. Mam na imię Oksana, to jest Karolina - wskazała na rudą, po czym skierowała wzrok na małą blondyneczkę i powiedziała - a to moja siostra Andrea.
Również im się przedstawiłam. I tak zaczęła się znajomość. Tego dnia dowiedziałam się, że Karolina tak naprawdę jest blondynką, tylko przefarbowała włosy, że Oksana i Karolina są młodsze ode mnie o rok i że Karolina idzie to tego samego gimnazjum co ja. Dziewczyny dużo na swój temat opowiedziały, ja natomiast nie powiedziałam im o sobie prawie nic. Siedziałyśmy na przedszkolu, na dziwnej rzeczy którą nazwałyśmy czubkiem statku i gadałyśmy, śmiejąc się i dzieląc bułką którą akurat miałam w torebce. Gdy wybiła godzina 17, chłopacy zebrali się i zaczęli grać w piłkę. Kiedy gra im się znudziła, zostałyśmy zaproszone do gry w chowanego.
- Hej, gracie z nami w chowanego? - spytał Mateusz.
- Ja gram jak ona gra - powiedziała Karolina wskazując na mnie. Ludzie przenieśli swój wzrok na mnie, a ja odpowiedziałam, że gram jeśli gra Oksana, Oksana powiedziała że gra pod warunkiem że gra Andrea, a Andrea miała grać wtedy jak będzie grała Karolina. I kółeczko się zamknęło.
        Nie pamiętam już czy zagraliśmy w chowanego, czy nie. Pamiętam, że spędziliśmy ze sobą bardzo miłe chwile i mój zły dzień stał się jednym z najlepszych. Był to 23 lipiec, dwa lata temu. Pamiętam te chwile, jakby to było wczoraj. To początek mojej historii... 




1 komentarz: